„...na trzeźwo...” czy jednak ze znieczuleniem.

Krótka próba odpowiedzi na pytanie czy w początkach XIX wieku chirurdzy stosowali leki uśmierzające ból.

        

Przyjęło się uważać[1], zaś do funkcjonowania owej „...czarnej legendy...” przyczyniają się publikacje popularnonaukowe[2], a nawet opracowania encyklopedyczne[3], iż w czasach wojen napoleońskich lekarze wojskowi praktycznie nie używali żadnych lekarstw, a już tym bardziej środków uśmierzających ból. „...jacy byli...ci bohaterowie legend: odważni, silni, energiczni, z poważną, surową twarzą, często nucąc cos pod nosem...szli nie zważając na zmęczenie przez wszystkie pola bitew Europy...”[4]. Chirurg musiał mieć, więc mocne ręce, szybki refleks i doskonałą kondycję fizyczną, by wytrzymać czasem kilkadziesiąt godzin pracy na nogach w różnych warunkach atmosferycznych, często na deszczu, a nawet na śniegu, bądź dla odmiany w upale. Jest to prawdą, ale równocześnie wysoko ceniono perfekcyjną znajomość narzędzi, sprawność manualną nabytą przez długie ćwiczenia prosektoryjne, a często i inne zajęcia gimnastykujące palce, jak gra na skrzypcach [ten zwyczaj utrzymał się zresztą bardzo długo i np. wybitny chirurg niemiecki drugiej połowy XIX wieku Theodor Billroth był jednocześnie doskonałym skrzypkiem, któremu Johannes Brahms dedykował swoje utwory, dziś wykonywane przez światowej sławy altowiolistów] czy na flecie[5], a nawet - choć może to zabrzmi niewiarygodnie - haft lub też splatanie sznureczków. Dawało to prócz szybkości działania - stąd nie powinno dziwić, iż amputacje wykonywano w 1.5 minuty, jednocześnie efekt w postaci dużej precyzji. Ale czy to było wszystko?.

            Jak się okazuje problem opanowania bólu stanowił dla wszystkich zagadnienie bardzo istotne. Autorzy pierwszych polskich podręczników chirurgii L. Perzyna[6]i R. Czerwiakowski[7]wyliczając szczegółowo, co oprócz narzędzi powinien zabrać ze sobą lekarz pułkowy czy batalionowy wspominają także „...leki ból uśmierzające...”[8]. Drugi z wymienionych autorów pisząc ponadto o niebezpieczeństwach, jakie dla rannego niesie odczuwanie dolegliwości stricte fizycznych zwrócił uwagę na ból jako czynnik pogarszający rokowanie[9].

            Historia używania narkotycznych leków przeciwbólowych jest praktycznie tak stara jak dzieje medycyny. Na przełomie XVIII i XIX wieku niezwykle popularna była nalewka Sydenhama[10]w przeliczeniu wagowym zawierająca dość duży procent opium. Pełen skład tego specyfiku bywał często objęty tajemnicą, w najłatwiej dostępnej wersji, którą cytuje R. Czerwiakowski 11]zawierała prócz specjalnie preparowanego opium również korę cynamonowca [należącego do innej odmiany botanicznej niż cynamon konsumpcyjny[12]], eugenol [czyli używany do dziś w stomatologii olejek goździkowy], szafran, kamforę [mało, kto wie, że to również odmiana cynamonowca[13]], a także nalewkę bizantyjską [ingrediencje wchodzące w skład nalewki Sydenhama niejednokrotnie były już mieszaninami innych nalewek i maceratów uzyskiwanych na bazie dość mocnego alkoholu - do ich przygotowania używano czerwonego wina, najczęściej hiszpańskiej malagi[14], w taki sposób rozpuszczano m.in. kamforę, przy czym samo wino kamforowe było dość popularnym środkiem nie tylko uśmierzającym ból, ale i pełniącym rolę dezynfekcyjną, a także łagodzącym skutki urazów, szczególnie odmrożeń[15]] zawierającą m. in. haszysz. Jak silne - i perfidne - było jej działanie świadczyć może zapis z pamiętnika Wirydianny Fiszerowej[16], żony szefa sztabu generała Stanisława Fiszera, który został ranny pod Raszynem, i zresztą był operowany w ambulansie, „...był czymś podniecony tak, że nie odczuwał bólu, był też bardziej niż zazwyczaj rozmowny...”[17]. Zachowanie takie można, owszem, przypisać emocjom, bądź działaniu alkoholu, ale czy do końca.

Równie popularny był likier - lub likwor – Hoffmanna, gdzie już sama nazwa wskazuje, iż był to wyciąg nie winny, ale alkoholowy. Często nazwę tego specyfiku zapisywano również d’Hofmana - co m.in. sprawiło, iż A. Pigeard[18] cytuje ją jako d’Ofmana [tego rodzaju nieścisłości wynikają zazwyczaj z niuansów ręcznego pisma, jakim były notowane recepty - bardzo ciekawe, iż i sporządzane etykiety tu np. dobrym przykładem jest apteczka zachowana w kolekcji Debata[19] w zbiorach muzeum Val – de – Grâce w Paryżu, gdzie spotkać można takie napisy, właśnie na buteleczce przeznaczonej na laudanum – o czym dalej] i również była to mieszanina wielu maceratów o podobnej jak w nalewce Sydenhama zawartości procentowej czystego opium, których siłę działania potęgował jeszcze alkohol.

            Nalewkę opiumową znano w kilku odmianach, mało dzielono na „...bardziej usypiającą...” i „...bardziej uspakajającą...” co podaje pod numerem 122 pierwsza oficjalna farmakopea przetłumaczona dla potrzeb wojska polskiego przez M. Bergonzoniego[20]. Jak czytamy w tejże pozycji w „…wyznaczeniu lekarstw, które maja składać podwydział farmaceutyczny potrzebny dla szpitalów ruchomych aby można było dać pierwszy ratunek choremu…”[21] w apteczce pułkowej powinno znajdować się cztery uncje – czyli prawie 140 gramów [dokładnie 135.2 gr.] „…tincturae Opii…”[22].

            Jedna z wersji tej nalewki potocznie zwana laudanum zgodnie z dekretem Berriata[23] z 1805 roku, wchodziła w skład wyposażenia apteczki pułkowej, przy czym według rozporządzenia z 27.III.1813 roku[24]w takim zestawie powinno znajdować się 125 gramów laudanum i 180 gramów nalewki Hoffmana. Przypuszczalnie zabierano więcej, gdyż zachowana w zbiorach muzeum Val - de - Grâce butelka ma ok.450 ml. pojemności. I tak wydaje się to mało, lecz według notatek J. D. Larreya[25]piętnaście kropli takiej nalewki wystarczało w zupełności by dobrze oszołomić silnego mężczyznę.

Od autora – sama nie byłam skłonna w to uwierzyć dopóki nie zapoznałam się ze zbiorami owego najdziwniejszego z paryskich muzeów, jakim jest Musee du Sernice de Sante des Armees [Muzeum wojskowej służby zdrowia] mieszczące się w Val – de – Grâce. Polskie publikacje poświecone postaci J. D. Larrey są bardzo nieliczne i przedstawiają Go przy tym jako piszącego ze swadą gawędziarza[26] lubiącego ubarwiać rzeczywistość.

A jednak – to jest prawda!

Jakie argumenty za nią przemawiają:

  1. zachowane w muzeum szkło apteczne, butelki z etykietami, uszkodzona jest tylko jedna [właśnie z kolekcji Debat]
  2. małe, stanowczo za małe jak na wodę czy alkohol metalowe manierki, które z pewnością służyły do przechowywania leków

I wreszcie książka „Materia medica” – wydanie trzecie z roku 181? [niestety okładka jest w bardzo złym stanie, ale nie dalej niż 1816], której jestem szczęśliwym posiadaczem. Jest to pozycja bardzo ciekawa, gdyż na jednej karcie mamy spis leków, zaś druga, wolna służyła do zapisków.

            Na stronie 65 czytamy – całość jest w języku łacińskim „…narkotyki uspokajaja, ból znoszą i skurcze…” dalej zaś przy pozycji 332 „…opium Succ .inpiss (tint. Simplex et croc. laudan. liquid. Sydenh.)…” nieznana ręka, ale z zapisu – rzecz dotyczy operacji wydobycia ciała obcego i dalej usuwania kamieni z pęcherza moczowego – można wywnioskować, iż był to chirurg, dodała „…Opii…słowo nieczytelne…guttae V – X – XV – XX…” zaś poniżej przy składzie nalewki Sydenhama „…guttae XV – XIX…”. Podobna uwaga jest na stronie 66 przy „…pil.de Cynoglosso…” gdzie jedna dawka podzielona jest na części ilościowe, nie wagowe, dalej pojawia się „…de Styrace…” i niżej „…Theriaca…”, a o tych preparatach jako „…przy każdym mocnym bólu osobliwie gdy jest bardzo mocnym, te śrzodki dane być mają…” pisze R. Czerwiakowski[27]. I wreszcie coś, co naprawdę może zaszokować. Na tej samej stronie pozycja 338 „…cannabis…cannabis sativa…” [to jest haszysz] gdzie obok słowa „…extr…” [ekstrakt] jest dopisek „…amp…” dalej nieczytelne, przypuszczalnie dotyczyło to amputacji „…XXII…” – no cóż…

            Równie popularna jak nalewka Sydenhama była wspomniana już tzw. massa pilularis de cynoglosso[28], gruboziarnisty cukier nasycony preparatem, który w jednej drachmie [4,22 g.] zawierał 8 gran [0,56 g.] czystego opium.

            Brunatny cukier, często w drobnych kawałkach, którego obecność w spisach zestawów ambulansowych sprawia problemy historykom okazywał się być wyśmienitym nośnikiem leków. Podpowiedziały to działania rekonstrukcyjne – człowiekowi leżącemu łatwiej jest podać porcję specyfiku na cukrze niż rozpuszczonego w wodzie. I znów nie jest to bynajmniej wymyślone przez mnie kształtowanie rzeczywistości – a zajmuję się właśnie rekonstrukcja historyczna dotycząca historii chirurgii okresu wojen napoleońskich - gdyż pisze o tym R. Czerwiakowski[29]

            O tym, iż zwyczaj podawania tego rodzaju mieszanek zawierających w swoim składzie opium był dość powszechny świadczyć może również wypowiedź S. Gałęzowskiego profesora Uniwersytetu w Wilnie - co prawda pochodząca z ok. 1816 - 20 roku: „...dawniej ...[niestety nie wiadomo dokładnie jakiego okresu czasu to słowo bezpośrednio dotyczy ale być może właśnie lat 1807 - 1814]...były zwyczajne lekarstwa narkotyczne, a szczególniej opium tak, iżby operacja była robiona choremu niejako śpiącemu...”[30]

            Ale żeby nie oddalać się zanadto od „…czarnej legendy”. To prawda, że najczęściej przed operacją podawano rannym alkohol[31], ale „...okowitka...”[32] czyli bardzo mocna wódka, którą zaleca L. Perzyna również była wyśmienitym anestetykiem. Uwzględniano ją zresztą, że napiszę językiem współczesnym, „…na stanie…” zaopatrzenia ambulansów i to w dość sporej ilości, gdyż przed bitwą każdy chirurg dostawał dwulitrową manierkę[33]. Pisze o tym również J. D. Larrey[34] wyliczając, co powinno być przytroczone do torby, nota bene dość pakownej i wygodnej - tu również pomogły działania rekonstrukcyjne, gdyż torba taka najczęściej o wymiarach 30*17*8 cm. wewnątrz mieści drewniane pudełeczko z dwoma buteleczkami, dwa mniejsze z solą i z cukrem, cynowy bądź szklany kieliszek miarkę do leków i czasem zawinięte w jedwabną serwetę podstawowe narzędzia; m. in., dlatego część z nich była składana, np. noże [a jako że biurokracja już wówczas funkcjonowała również notatnik i ołówek], jeśli umiejętnie taką torbę zapakować zupełnie nie przeszkadza w ruchach ponadto pod spodem można przytroczyć zwinięty fartuch i kamizelkę, którą medyk udający się na pierwszą linię nosił na plecach - a były to: „...manierka, metalowy kubek i nóż...”.

            Więc, w czym tkwi problem - wypada przychylić się do opinii wyrażonej przez K. Michejdę: leki znano, używano, zaś meritum sprawy to ilość ofiar, jakim po każdej bitwie chirurg wojskowy musiał udzielić pomocy.

            Ot - i wszystko...!

 



[1] S. Wojtkowiak, J. Talar, W. Majewski, F. Piotrkowski - Zarys dziejów wojskowej służby zdrowia Wyd. MON 1974

[2] R. Bielecki - Napoleon K i W Warszawa 1973

[3] R. Bielecki – Encyklopedia wojen napoleońskich TRIO 2002

[4] P. Lefevre – Historie de la medecine aux armees Paris 1982 t.II

[5] J. Conrad – Pojedynek w: „Sześć opowieści” PIW Warszawa 1958

[6] L. Perzyna - Nauki cyrulickiej krótko zebranej cz. III Kalisz 1793

[7] R. Czerwiakowski – Chirurgia praktyczna rękopis Biblioteka PAN w Krakowie VI rkps.1462

[8] Ibid

[9] Ibid

[10] R. Czerwiakowski – Chirurgia praktyczna Rafała Józefa Czerniakowskiego – reprint Wyd. MON 1969

[11] Ibid

[12] Wielka Encyklopedia Świata „Oxford Ed. Press” 2003

[13] Ibid

[14] A. Pigeard – La service de sante da la Revolution au 1 - er Empire 1792 – 1815 „Tradition Magazine“ Hors Serie Nr.28 2004

[15] J. D. Larrey – Memoires de chirurgie militaire et campagne „Tallandier” Paris 2004

[16] W. Fiszerowa - Dzieje moje własne „Świat Książki” 1998 s.327

[17] Ibid

[18] Op. cit. pkt. 14

[19] Un precurseur François Debat w: „ Le musee du Service de Sante des Armees au Val - de – Grâce“ Paris 1998

[20] M. Bergonzoni, L. Lafontaine, B. Gudeit – Przepisy lekarstw dla szpitalów woyska polskiego w Warszawie 1810

[21] Ibid

[22] Ibid

[23] Op. cit. pkt.14

[24] Ibid

[25] J. D. Larrey - Memoires. Campagne d’Autriche Paris 1812 s.502

[26] A. Wybieralski –Dominique Jean Larrey w 200 rocznice Jego urodzin w: „Arch.Hist Med.” 1966, XXIX s.313 – 320

[27] Op. cit. pkt. 10

[28] Ibid

[29] Op. cit. pkt. 7

[30] K. Michejda - Stulecie uśmierzania bólu i aseptyki w: „Pol. Tyg. Lek.” 1946 r.I Nr. 14 s. 425

[31] R. Bielecki – Wielka Armia Napoleona DW „Bellona” 2004

[32] Op. cit. pkt. 6

[33] Op. cit. pkt. 14

[34] J. D. Larrey - Memoires T.I s.37/38 wg. wyd. z 1812 r