Zaczynamy serię kilku wpisów dotyczących rekonstrukcyjnego radzenia sobie z upałami i Słońcem, którego autorką jest dr Maria Turos należąca do naszego stowarzyszenia. Z racji dużej ilości materiału pozwoliłem sobie na "powieść w odcinkach", która mam nadzieję nie zmniejsza wartości tych porad jako całości. Gorąco zachęcam do lektury.

 


Pora letnia to czas wyjątkowo obfitujący we wszelakie działania rekonstrukcyjne, którym sprzyja, (ale i którym trochę przeszkadza) pogoda.

Jednym z czynników bardzo dokuczliwych – prócz oczywiście owadów i sensacji żołądkowych związanych z jedzeniem – jest panująca wysoka temperatura, bądź duże wahania (nawet w naszym klimacie) między dniem i nocą sprzyjające infekcjom. Najbardziej przykre i dokuczliwe pełnoobjawowe zapalenia gardła zdarzają się nie w sezonie zimowym, lecz właśnie latem. Sprzyja temu – o dziwo – temperatura, poza tym spożywanie bardzo szybko zimnych napojów, co nie pozwala na regenerację błony śluzowej gardła.

 Ale największym problemem, choć mało zauważalnym, jest działanie słońca gdyż gorące powietrze sprzyja przegrzaniu, zaś wzrastająca wilgotność – popularne „...łaźnia przed burzą...” – również udarom: do krwotocznego udaru mózgu włącznie. Czy można temu zapobiegać? Oczywiście TAK !

Rekonstruktor jeśli ma być nim naprawdę, powinien stosować się owszem do wymogów epoki jaka jest mu bliska emocjonalnie, lecz nie czynić tego połowicznie.

Materiały z surowców w pełni naturalnych wyśmienicie chronią przed słońcem (nawet wełniane sukno czy skóra z włosem), len jest jedną z nielicznych łatwodostępnych tkanin „...oddychających...” przez co chroniących od przegrzania.

Stąd jeśli już „...klimat epoki...” – to do końca z lnianą płócienną bielizną (na styku dzianin syntetycznych z naszą skórą najszybciej dochodzi do otarć, potówek i zmian spowodowanych nadmiernym wydzielaniem się potu – wszelakie „...gatki na troczki...” są nie tylko epokowe, ale i chłodne, podobnie koszule). Generalna zasada – latem jak najmniej syntetyku w ubraniach – nie będzie truizmem wzmianka, iż tylko umundurowanie jednostek specjalnych jest szyte z tkanin o innych parametrach niż odzież ogólnodostępna, rzeczywiście chroni przed upałem, ale raczej suchym, pustynnym, na tropiki nadal są „...tropiki...” (to nazwa materiału wełnianego – autentycznie – w którym spokojnie można być ubranym przy + 40.0 C i nie pocić się, a raczej pocić przyjemnie i nie cierpieć z tego powodu).

Stąd pod mundur – sukienny, bowiem sukno chłodzi, to również sprawdzone w działaniu – lniana bielizna, z materiału, który można wygotować, tak jak właśnie len. To chroni przed kolejną letnią zmorą – potówkami i otarciami. Bawełna jest również dobra, lecz nie może mieć syntetycznych domieszek apreturowych (poprawiających jakość np. włókna elastyczne).


Dr M. Turos