Nastąpiła zmiana terminu inscenizacji, zamiast 19-20 VII inscenizacja odbedzie w drugiej połowie Września. dokładny termin podamy po 8 lipca br. 

W grze może brać udział dowolna ilość osób.
Prowadzi ją jeden z uczestników gry, zwany „bankierem” jest on przeciwnikiem reszty graczy zwanymi „poniterami”
A teraz schemat gry:
Każdy z poniterów dobywa jedna, bądź kilka kart z przyniesionej przez siebie talii i kładzie ją przed sobą zakryta. Na tej zaś karcie ustalona przez siebie stawkę, o która chce grac.
Bankier tasuje swoje karty i daje je do przełożenia. Poniterzy odsłaniają zakryte dotąd karty „poniterki” i zaczynają „ciągnąć bank”.
Bankier odkrywa po kolei wszystkie swoje karty, kładąc pierwsza po prawej ręce a druga po lewej, trzecia znów po prawej, czwarta po lewej i tak dalej…aż do wyczerpania talii.
Karty, które znalazły się po prawej stronie były wygrana banku, karty które upadły po lewej wygrana poniterów.
Jeśli ktoś położył przed sobą na przykład 4 pik, a na niej dukata, zaś z tali bankiera 4 pik upadła na prawo, tracił swojego dukata, jeśli upadła na lewo bankier dukata mu wypłacał.
Od zasady tej istniały dwa odstępstwa.
-Ostatnia karta chociaż kładziona po lewej wygrywała dla bankiera.
- Drugim wyjątkiem był przypadek określany nazwa „plija” kiedy po obu stronach padały z tali bankiera karty tej samej wartości, lecz oczywiście innej maści. W takim wypadku poniter tracił na rzecz banku połowę swej stawki.
Tak kończyła się pierwsza runda rozgrywki.
Następnie zaczynało się drugie ciągniecie banku, we wszystkim identyczne z pierwszym. Poniterzy którzy w pierwszym ciągnieniu wygrali, mogli teraz dalszej gry poniechać, mogli grac od nowa na inna kartę, bądź z największa dla siebie korzyścią-„parolowac”. Jeśli w pierwszej rundzie rozgrywki obstawił ktoś swa poniterke dukatem i wygrał, leżały na karcie dwa dukaty (bankier zawsze dublował postawiona kwotę). Gracz grając dalej „na parol” załamywał jeden róg karty. Jeśli teraz przegrał, tracił tylko jednego dukata, jeśli wygrał miał dukatów cztery.
Gdy dopisało mu szczęście, w ciągnieniu następnym grał „ sept et le va” łamiąc drugi róg karty obstawionej owymi czterema dukatami i znowu ryzykował przegranie tylko jednego. Jeśli zaś wygrał suma leżąca na karcie podwajała się. Przy losach podobnie fortunnych, zaginał następny róg karty na znak ze gra „quinze et la va”. Gdy wygrał miał już szesnaście dukatów. Tak nie bywałe szczęście można było użyć jeszcze tylko raz łamiąc w następnej rundzie ostatni czwarty róg karty.
Ostatnie zagniecie karty nazywało się „trenie et le va” a wynik gry niósł za sobą takie same następstwa jak w ciągnięciu poprzednich, czyli utratę tylko początkowej stawki lub podwojenie dotychczasowej wygranej.
Zasada łagodząca czasami skutki gry w faraona była możliwość odstąpienia od gry po każdym ciągnieniu banku, co tyczyło zarówno poniterow jak i bankiera.
Stawka mogła być dowolna…i jeden dukat na start i 10000…
Reasumując była to bardziej gra losowa przypominająca obstawianie ruletki niż pełnoprawna gra karciana w której decydują umiejętności gracza….choć zapewne umiejętności bankiera w kwestiach związanych z tasowaniem i manipulowaniem talia miały dosyć „istotne” znaczenie 
Wada tej gry było to ze karty były jednorazowe, i po odłamaniu rogu raczej trudno było je wykorzystać do innych gier czy ponownych zakładów.

Do zobaczenia, zatem przy stoliku

Składam podziękowania panu Przemysławowi Słowińskiemu, bez którego opis gry byłby niemożliwy.